Seks w plenerze

Zacznijmy od fundamentalnego pytania „dlaczego?”.

Żeby odpowiedzieć na pytanie "po co uprawiać seks w miejscach publicznych?", trzeba by się zapytać na przykład himalaistę Georga Mallorego pytanego, po co chodzi w góry. Ktoś już za nas to  zrobił, a Mallory odparł: "Bo tam są". Tego się nie da wytłumaczyć ale każdy to rozumie.

Powód drugi to seks.
A, że seks to miłość, emocje, podniecenie i hormonalne gradobicie, więc nie dziwmy się impulsom"zróbmy to tu i teraz" żeby to ująć w najprostszy sposób. Oczywiście seks "tu i teraz" nie wszystko tłumaczy: niektórych z nas do seksu w windzie ciągną seksualne fantazje, inni potrzebują spróbować czegoś zakazanego. A są też i tacy z kolei, których ekshibicjonizm popycha do seksu na kolei - np. w wagonie WARSU. Z seksem już tak jest: róbcie z partnerem to co wam się podoba, miejcie jednak na uwadze to, że nie wszyscy mają ochotę uczestniczyć w waszym akcie, nawet biernie.

Powód trzeci to możliwości.
Seks w plenerze jest naturalnym trybem postępowania trochę starszych przy trochę za młodych w sytuacji kiedy ci ostatni nie chcą przyjąć sugestii "wyjścia do kina na koszt starszych i zostawienia ich samych na jakieś dwie godziny". Cóż pozostaje, trzeba wyjść samemu i oddać się miłości poza domem nawet wtedy kiedy się nie chce poszukiwać wrażeń.


Czy seks w plenerze z definicji jest lepszy od „łóżkowego”?

Oczywiście że nie.
Skoro para się decyduje na seks w okolicznościach przyrody to może być, że łóżko, wanna, dywan, biurko, parapet, stół w kuchni, pralka i inne sprzęty AGD dają za mało frajdy. I pójdą doświadczać miłości w plenerze w imię egzotyki.
A jak przygoda to zawsze coś może pójść nie tak. Nie wszystkim taki układ odpowiada i może się okazać, że seks w plenerze był katastrofą w porównaniu do „nudnego” seksu w łóżku. Jeszcze raz powtórzę mantrę „róbcie z partnerem to co wam się podoba” i jeżeli próby „polowe” nie przypadły wam do gustu, to nic na siłę.


Dobra. Kiedy?

Ponieważ polak chętny do marudzenia jest, więc jak zapytać to powie, że żadna pora roku do seksu się nie nadaje: a to wiosna uczulenie przynosi, a to lato za gorące albo za zimne, a to jesienią melancholia nas nachodzi a w zimie w ogóle to seks mają chyba tylko Eskimosi.
A ponieważ polak przekorny jest to każda pora roku się nada: wiosna bo liryczna i krew w nas żywiej krąży, lato bo opalone prawie nagie ciała – na facetów to działa (Norbi urbi et orbi), jesień bo złota polska jesień i ile w końcu można układać puzzle w długie jesienne wieczory. A zima? A zimą to ludzie od zamierzchłych czasów ogrzewają się wzajemnie ciepłem własnego ciała.

Każda pora roku jest dobra na seks - człowiek jest bodajże jedynym gatunkiem, u którego okres godowy trwa cały rok!


Jest ryzyko, jest zabawa?

Fajnie by było gdyby seks w samochodzie przyniósł delikatny dreszczyk emocji. Gorzej kiedy tych emocji jest za dużo, a będzie na pewno w momencie kiedy ktoś zapuka w szybkę samochodu. Niniejszym zatem apeluję: miłość ma swoje prawa i jeżeli dwoje ludzi chce się kochać w zaciszu swojego samochodu, to jak nie pomagamy, to chociaż nie przeszkadzajmy!

A tak na poważnie, to w seksie w miejscu publicznym właśnie o ten stres chodzi, zwiększone ryzyko niektóre osoby podnieca i sprawia, że akt seksualny jest ciekawszy i nietuzinkowy. O ile stopień ryzyka jest dla każdej pary inny to są rzeczy które są niezmienne: czy na łące, czy w basenie należy zadbać o higieniczne warunki i zabezpieczenie. Tego ryzyka nie ignorujcie.

A co może pójść źle? Nagły powrót do rzeczywistości w takich okolicznościach nie jest miły - zażenowanie i wstyd są gwarantowane, mandat opcjonalny. Może być, że stres po takim doświadczeniu będzie bardzo silny i wbije się klinem w libido przez co może się okazać konieczna wizyta u specjalisty seksuologa. Czego Państwu oczywiście nie życzę.

Niniejszym zatem zapraszam dyskusji.
Ewa Lisowska - Kania
(C) NIA666
Seksuolog Kraków